Wpisy archiwalne w miesiącu
Listopad, 2012
Dystans całkowity: | 480.80 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 23:20 |
Średnia prędkość: | 20.61 km/h |
Liczba aktywności: | 18 |
Średnio na aktywność: | 26.71 km i 1h 17m |
Więcej statystyk |
R-183
Do pracy standardem.
Fajnie nisko były chmury i Most Rędziński nieźle je oświetlał, ale ze zdjęć nic nie wyszło bo nie miałem statywu.
Za to niedzielne krążenie Boeinga 787 nad miastem czasami dawało efekty:



Po pracy przejazd przez siedzibę organizatora Tropiciela. Odebrałem koszulki i dyplomy za udział.
Ale dzisiaj były KORY na mieście.
Fajnie nisko były chmury i Most Rędziński nieźle je oświetlał, ale ze zdjęć nic nie wyszło bo nie miałem statywu.
Za to niedzielne krążenie Boeinga 787 nad miastem czasami dawało efekty:

Dreamliner w przybliżeniu© WrocNam

Dreamliner leci na nas© WrocNam

Dreamliner Mietek nad Wrocławiem© WrocNam
Po pracy przejazd przez siedzibę organizatora Tropiciela. Odebrałem koszulki i dyplomy za udział.
Ale dzisiaj były KORY na mieście.
Dane wycieczki:
18.00 km (0.00 km teren) czas: 00:50 h avg:21.60 km/h
R-182
Do pracy standardem.
Powrót przez miasto zobaczyć nowego krasnala i nową rzeźbę:


Rzeźba stoi na placyku, który ma być wizytówką Dzielnicy Czterech Świątyń vel Dzielnicy Wzajemnego Szacunku:

A potem jeszcze przejazd pod Sky Tower:

W czasie zjazdu z Pl. Bema w kierunku Mostów Młyńskich jakiś rowerzysta wymusił pierwszeństwo, ale już na Moście Piaskowym wyjaśniliśmy sobie sprawę i rozjechaliśmy się w pokoju.
Powrót przez miasto zobaczyć nowego krasnala i nową rzeźbę:

Krasnal Globuś? HPuś?© WrocNam

Kryształowa Planeta© WrocNam
Rzeźba stoi na placyku, który ma być wizytówką Dzielnicy Czterech Świątyń vel Dzielnicy Wzajemnego Szacunku:

Symbole religijne© WrocNam
A potem jeszcze przejazd pod Sky Tower:

Wieczorny Sky Tower z hałdą© WrocNam
W czasie zjazdu z Pl. Bema w kierunku Mostów Młyńskich jakiś rowerzysta wymusił pierwszeństwo, ale już na Moście Piaskowym wyjaśniliśmy sobie sprawę i rozjechaliśmy się w pokoju.
Dane wycieczki:
21.00 km (0.00 km teren) czas: 01:00 h avg:21.00 km/h
R-181
Do pracy standardem. Powrót też.
I mycie roweru po Tropicielu, na którym zajęliśmy 15 miejsce na 25 ekip startujących - trochę gorzej niż w edycji wiosennej (7/15).
Po wczorajszej wizycie w stolycy:
I mycie roweru po Tropicielu, na którym zajęliśmy 15 miejsce na 25 ekip startujących - trochę gorzej niż w edycji wiosennej (7/15).
Po wczorajszej wizycie w stolycy:

Warszawski WRM© WrocNam
Dane wycieczki:
17.00 km (0.00 km teren) czas: 00:50 h avg:20.40 km/h
R-180
Około północy wstaję z twardego łoża klepkowego twardogórskiej hali sportowo-widowiskowej i rozpoczynam ostatnie przygotowania do udziału w kolejnej (9) edycji Przygodowego Rajdu na Orientację - Tropiciel.

Towarzyszy mi Rafał.
Po wstaniu ze śpiwora witam się z przybyłymi z Górnego Śląska: Darkiem, Darkiem i Wiktorem.
Dziewczyna, którą spotkaliśmy w pociągu zapisała się na T9, ale bez drużyny i szuka do ostatniej właściwie chwili ekipy, z która mogłaby pojechać. Jesteśmy jak zwykle otwarci na współpracę i tak Ewa staje się pełnoprawnym uczestnikiem drużyny BikeStats.pl.
Ostatnie przygotowania i obowiązkowa odprawa w (na początku) akustycznej atmosferze dworca PKP:

Ubieramy się i ruszamy na start:


Krótkie zapoznanie się z mapą. Określenie strategii zdobywania punktów. Pierwsze metry trasy i już wchodzimy w tryb poszukiwania.
Pierwszy punkt zdobywamy w miarę sprawnie - żeby do niego dotrzeć trochę się musimy cofnąć, bo nie zauważyliśmy zjazdu za zabudowaniami. Na punkcie Rafał popisuje się jak zwykle celnym strzelaniem:


Kolejny punkt bez problemów. Potem postanawiamy ciąć na skos terenem do kolejnego punktu, ale gubimy ścieżkę i lądujemy na rżysku, które czasami jest podmokłe. Walczymy z terenem i coś mi się zaczyna nie podobać. W desperacji sięgam po argument ostateczny - kompas i wyznaczam jedyny słuszny kierunek do cywilizacji.
Po półgodzinnej walce z trudnościami każde z nas (przynajmniej ta starsza część) chce całować asfalt.
Moje spodnie uzyskały dodatkowe elementy dekoracyjne:

Niezrażeni niepowodzeniem, ruszamy dalej. Cztery kolejne punkty idą jak z płatka. Docieramy do punktu, który znajduje się na mapie w pozycji odwróconej do rzeczywistej. Trochę błąkamy się po lesie, ale docieramy do celu.
Chociaż okazuje się, że prawdziwy cel, czyli dziurkacz, znajduje się jeszcze dalej (wyżej):

Na szczęście mamy w ekipie Ewę - bez niej nie wiem, jakbyśmy we dwójkę osiągnęli podbicie karty:
Na punkcie spotykam znajomego z obstawy peletonu ze Święta Wrocławskiego Rowerzysty.
Nawigujemy do kolejnego punktu i wiedzeni stadnym instynktem jedziemy za innymi. Okazuje się, że ci inni podążali w zupełnie innym kierunku.
Orientujemy się gdzie jesteśmy i ruszamy po asfalcie gonić stracony czas. Nadrabiamy około 6 km, ale docieramy do kolejnego punktu, gdzie przewidziano zadania, ale główni bohaterowie poszli już spać.

Pozostają tylko pytania na tematy związane z Tropicielem, na jedno z których odpowiadamy celujaco i ruszamy dalej. W lesie gdzieś (nie)skręcamy źle i trafiamy nie tam gdzie chcieliśmy, ale po chwili zastanowienia ruszamy w dobrym kierunku. Zdobywamy kolejny punkt. Do limitu zostaje nam godzina i dwa punkty do zdobycia. Czujemy, że możemy. Dnieje. Niestety, znowu coś przekręcamy i znajdujemy się w totalnie innym miejscu niż chcieliśmy. Zdesperowany ponownie sięgam po broń ostateczną - kompas (to już drugi raz w ciągu tej edycji - wcześniej mi się to nie zdarzało) i wyznaczam nowy kierunek jazdy. Patrzymy na zegarki i postanawiamy, ze względu na brak czasu, wracać bez zdobycia dwóch punktów.
Wychodzimy z lasu na asfalt i kierujemy się na Twardogórę:

Z piętnastominutowym poślizgiem docieramy do bazy rajdu:

Na mecie, ekipa w komplecie:

Chwilę później docierają z trasy pieszej Kaśka i Błażej:


Udajemy się na coś ciepłego do jedzenia. Wcinamy, odpoczywamy i gadamy.
Wreszcie postanawiamy się zebrać i ruszyć w stronę Wrocławia. Żegnamy się z Ewą, która czeka na pociąg odwożący ją do Wrocławia i dalej w rodzinne śląskie strony, dziękując jej za wkład w nasz wynik i pedałujemy w stronę zachodzącego słońca, które niedawno wstało.
Nieprzespana noc, zmęczenie jazdą i przeciwny wiatr robią swoje - tempo utrzymuje się ledwo na poziomie przekraczającym 20 km/h.
Po drodze robimy dwa postoje, w tym jeden dłuższy na McDonaldsowe śniadanko i koło 11 docieramy do Wrocławia. Mostach Warszawskich rozdzielamy się i każdy rusza najkrótszą drogą do domu.
Fajna atmosfera, nieziemskie odczucia. Ale i tak wolę dzienne trasy, bo coś można obejrzeć i pozwiedzać. Poza tym postanowienie: na kolejnej edycji jak najwięcej asfaltu (nadrobią się kilometry, ale łatwiej trafić i ciężej się zgubić). Howgh!
DZIĘKI ZA WSPÓLNĄ JAZDĘ
Trasy:
Tropiciel 9
Powrót

Tropiciel 9© WrocNam
Towarzyszy mi Rafał.
Po wstaniu ze śpiwora witam się z przybyłymi z Górnego Śląska: Darkiem, Darkiem i Wiktorem.
Dziewczyna, którą spotkaliśmy w pociągu zapisała się na T9, ale bez drużyny i szuka do ostatniej właściwie chwili ekipy, z która mogłaby pojechać. Jesteśmy jak zwykle otwarci na współpracę i tak Ewa staje się pełnoprawnym uczestnikiem drużyny BikeStats.pl.
Ostatnie przygotowania i obowiązkowa odprawa w (na początku) akustycznej atmosferze dworca PKP:

Odprawa dla uczestników trasy rowerowej Tropiciela 9© WrocNam
Ubieramy się i ruszamy na start:

Przed startem na trasę Tropiciela 9© WrocNam

Część wzmocnionej ekipy BS.pl przed startem© WrocNam
Krótkie zapoznanie się z mapą. Określenie strategii zdobywania punktów. Pierwsze metry trasy i już wchodzimy w tryb poszukiwania.
Pierwszy punkt zdobywamy w miarę sprawnie - żeby do niego dotrzeć trochę się musimy cofnąć, bo nie zauważyliśmy zjazdu za zabudowaniami. Na punkcie Rafał popisuje się jak zwykle celnym strzelaniem:

Cele Rafała© WrocNam

Rafał Sokole Oko© WrocNam
Kolejny punkt bez problemów. Potem postanawiamy ciąć na skos terenem do kolejnego punktu, ale gubimy ścieżkę i lądujemy na rżysku, które czasami jest podmokłe. Walczymy z terenem i coś mi się zaczyna nie podobać. W desperacji sięgam po argument ostateczny - kompas i wyznaczam jedyny słuszny kierunek do cywilizacji.
Po półgodzinnej walce z trudnościami każde z nas (przynajmniej ta starsza część) chce całować asfalt.
Moje spodnie uzyskały dodatkowe elementy dekoracyjne:

Po wyjściu z pola© WrocNam
Niezrażeni niepowodzeniem, ruszamy dalej. Cztery kolejne punkty idą jak z płatka. Docieramy do punktu, który znajduje się na mapie w pozycji odwróconej do rzeczywistej. Trochę błąkamy się po lesie, ale docieramy do celu.
Chociaż okazuje się, że prawdziwy cel, czyli dziurkacz, znajduje się jeszcze dalej (wyżej):

Cel wspinaczki© WrocNam
Na szczęście mamy w ekipie Ewę - bez niej nie wiem, jakbyśmy we dwójkę osiągnęli podbicie karty:

Ewa przygotowuje się do wspinaczki© WrocNam
Na punkcie spotykam znajomego z obstawy peletonu ze Święta Wrocławskiego Rowerzysty.
Nawigujemy do kolejnego punktu i wiedzeni stadnym instynktem jedziemy za innymi. Okazuje się, że ci inni podążali w zupełnie innym kierunku.
Orientujemy się gdzie jesteśmy i ruszamy po asfalcie gonić stracony czas. Nadrabiamy około 6 km, ale docieramy do kolejnego punktu, gdzie przewidziano zadania, ale główni bohaterowie poszli już spać.

Psiowózek© WrocNam
Pozostają tylko pytania na tematy związane z Tropicielem, na jedno z których odpowiadamy celujaco i ruszamy dalej. W lesie gdzieś (nie)skręcamy źle i trafiamy nie tam gdzie chcieliśmy, ale po chwili zastanowienia ruszamy w dobrym kierunku. Zdobywamy kolejny punkt. Do limitu zostaje nam godzina i dwa punkty do zdobycia. Czujemy, że możemy. Dnieje. Niestety, znowu coś przekręcamy i znajdujemy się w totalnie innym miejscu niż chcieliśmy. Zdesperowany ponownie sięgam po broń ostateczną - kompas (to już drugi raz w ciągu tej edycji - wcześniej mi się to nie zdarzało) i wyznaczam nowy kierunek jazdy. Patrzymy na zegarki i postanawiamy, ze względu na brak czasu, wracać bez zdobycia dwóch punktów.
Wychodzimy z lasu na asfalt i kierujemy się na Twardogórę:

A nigdzie nie było pustyni© WrocNam
Z piętnastominutowym poślizgiem docieramy do bazy rajdu:

Upragniony znaczek© WrocNam
Na mecie, ekipa w komplecie:

Tropicielska ekipa w komplecie© WrocNam
Chwilę później docierają z trasy pieszej Kaśka i Błażej:

Kaśka na mecie© WrocNam

Przybywa Błażej© WrocNam
Udajemy się na coś ciepłego do jedzenia. Wcinamy, odpoczywamy i gadamy.
Wreszcie postanawiamy się zebrać i ruszyć w stronę Wrocławia. Żegnamy się z Ewą, która czeka na pociąg odwożący ją do Wrocławia i dalej w rodzinne śląskie strony, dziękując jej za wkład w nasz wynik i pedałujemy w stronę zachodzącego słońca, które niedawno wstało.
Nieprzespana noc, zmęczenie jazdą i przeciwny wiatr robią swoje - tempo utrzymuje się ledwo na poziomie przekraczającym 20 km/h.
Po drodze robimy dwa postoje, w tym jeden dłuższy na McDonaldsowe śniadanko i koło 11 docieramy do Wrocławia. Mostach Warszawskich rozdzielamy się i każdy rusza najkrótszą drogą do domu.
Fajna atmosfera, nieziemskie odczucia. Ale i tak wolę dzienne trasy, bo coś można obejrzeć i pozwiedzać. Poza tym postanowienie: na kolejnej edycji jak najwięcej asfaltu (nadrobią się kilometry, ale łatwiej trafić i ciężej się zgubić). Howgh!
DZIĘKI ZA WSPÓLNĄ JAZDĘ
Trasy:
Tropiciel 9
Powrót
Dane wycieczki:
106.00 km (0.00 km teren) czas: 06:05 h avg:17.42 km/h
R-179
Dojazd na stację we Wrocławiu i przejazd ze stacji w Twardogórze na miejsce rozpoczęcia Tropiciela 9.
Wsiadam do pociągu na Mikołajowie. Przedział dla pasażerów z większym bagażem ręcznym pełen uczestników Tropiciela. W tym jedna rowerzystka, której spotkanie bardzo zmieniło udział naszej drużyny w imprezie.
Na Nadodrzu wsiada Rafał. Godzinna podróż do Twardogóry mija na dyskusjach na różne tematy.
W Twardogórze z pociągu wysypują się dziesiątki uczestników Tropiciela.
W locie zwiedzamy centrum miasta i docieramy do biura zawodów:


Na ścianie wisi mapa z zaznaczonymi punktami - wszystkim się wydaje, że to punkty trasy (okazuje się później, że organizatorzy zadbali chyba o zajęcie wolnego czasu uczestnikom i spreparowali mapę):

Rozkładamy się na hali i wyczekujemy na innych bikestatowiczów, którzy mieli się pojawić (na trasie pieszej i rowerowej).
Po 21 wpada ekipa, której jedna z uczestniczek dostaje telefon:


Chwila rozmowy, pamiątkowe zdjęcie z Magdą (naszą niedoszłą współtropicielkę) i jej ekipa rusza na trasę:

Około 21:30 Rafał wpada z przeszpiegów i mówi, że spotkał Błażeja, który właśnie ruszył na trasę.
Około 22 zaczynam próbować się trochę przespać - w półśnie zauważam, że przyjechała śląska ekipa: Darek, Darek i Wiktor.
O północy wstaję i zaczynam przygotowania do startu.
Wsiadam do pociągu na Mikołajowie. Przedział dla pasażerów z większym bagażem ręcznym pełen uczestników Tropiciela. W tym jedna rowerzystka, której spotkanie bardzo zmieniło udział naszej drużyny w imprezie.
Na Nadodrzu wsiada Rafał. Godzinna podróż do Twardogóry mija na dyskusjach na różne tematy.
W Twardogórze z pociągu wysypują się dziesiątki uczestników Tropiciela.
W locie zwiedzamy centrum miasta i docieramy do biura zawodów:

Twardogórski ratusz© WrocNam

Biuro Tropiciela 9© WrocNam
Na ścianie wisi mapa z zaznaczonymi punktami - wszystkim się wydaje, że to punkty trasy (okazuje się później, że organizatorzy zadbali chyba o zajęcie wolnego czasu uczestnikom i spreparowali mapę):

Przed mapą Tropiciela 9© WrocNam
Rozkładamy się na hali i wyczekujemy na innych bikestatowiczów, którzy mieli się pojawić (na trasie pieszej i rowerowej).
Po 21 wpada ekipa, której jedna z uczestniczek dostaje telefon:

Maratonka odbiera nieoczekiwany telefon© WrocNam

Lekko rozdygotana Maratonka z mglistym Bikerem© WrocNam
Chwila rozmowy, pamiątkowe zdjęcie z Magdą (naszą niedoszłą współtropicielkę) i jej ekipa rusza na trasę:

Jakaś część ekipy BS na Tropicielu 9© WrocNam
Około 21:30 Rafał wpada z przeszpiegów i mówi, że spotkał Błażeja, który właśnie ruszył na trasę.
Około 22 zaczynam próbować się trochę przespać - w półśnie zauważam, że przyjechała śląska ekipa: Darek, Darek i Wiktor.
O północy wstaję i zaczynam przygotowania do startu.
Dane wycieczki:
1.80 km (0.00 km teren) czas: 00:05 h avg:21.60 km/h
R-178
Do pracy standardem.
Powrót (2h później) standardem z myciem roweru na BP przed jutrzejszą wyprawą.
A w Sky Tower trwają prace - muszę poczekać na lepszą pogodę:
Powrót (2h później) standardem z myciem roweru na BP przed jutrzejszą wyprawą.
A w Sky Tower trwają prace - muszę poczekać na lepszą pogodę:

Sky Tower się zasiedla© WrocNam
Dane wycieczki:
17.00 km (0.00 km teren) czas: 00:40 h avg:25.50 km/h
R-177
Do pracy normalnie we mgle.
Powrót (3 h później) przez miasto we mgle:






A w drodze do pracy zauważony wczoraj napis nad wejściem do Muzeum Współczesnego Wrocławia - to zapowiedź nowej wystawy "Gdzie jest Perfamo?"

Pierwszy raz od dłuższego czasu z sakwą - dziwnie się jechało.
Powrót (3 h później) przez miasto we mgle:

Wyspa Piaskowa we mgle© WrocNam

Barka-restauracja we mgle© WrocNam

Wejście na Ostrów we mgle© WrocNam

Wybrzeże Odry we mgle© WrocNam

Mglisty Uniwersytet© WrocNam

Wrocław Główny we mgle© WrocNam
A w drodze do pracy zauważony wczoraj napis nad wejściem do Muzeum Współczesnego Wrocławia - to zapowiedź nowej wystawy "Gdzie jest Perfamo?"

Perfamo© WrocNam
Pierwszy raz od dłuższego czasu z sakwą - dziwnie się jechało.
Dane wycieczki:
20.00 km (0.00 km teren) czas: 00:50 h avg:24.00 km/h
R-176
Do pracy standardem.
Powrót przez miasto w świetle zachodzącego słońca.
Na Moście Grunwaldzkim:



A kilka minut wcześniej na Placu Grunwaldzkim:

Po południu przyszła nowa sakwa-jednodniówka (razem z wysyłką 70 zł).
Powrót przez miasto w świetle zachodzącego słońca.
Na Moście Grunwaldzkim:

Słońce, Sky Tower i most© WrocNam

Staczam się do Sky Tower© WrocNam

Pojawię się jutro!© WrocNam
A kilka minut wcześniej na Placu Grunwaldzkim:

Próbuję się schować© WrocNam
Po południu przyszła nowa sakwa-jednodniówka (razem z wysyłką 70 zł).
Dane wycieczki:
21.00 km (0.00 km teren) czas: 01:00 h avg:21.00 km/h
R-175
Do pracy standardem.
Powrót przez miasto zobaczyć nowe rzeczy:
Z okazji festiwalu Brunona Schulza Wrocław dorobił się jego wizerunku na jednej z kamienic:

Prz Moście Uniwersyteckim powstała nowa brama rowerowa - dziwnie się zaczyna (kończy), bo na chodniku:

Zaraz za bramą w towarzystwie Szermierza stoi coś:

Kawałek dalej spotykam Rafała, z którym zamieniam kilka zdań na temat przyszłości, czyli Tropiciela 9 i ruszam dalej. Przy Domku Miedziorytnika stoją słupy ogłoszeniowe poświęcone twórczości Eugeniusza Get-Stankiewicza:

Wreszcie na Rynku oglądam gotową choinkę:
Powrót przez miasto zobaczyć nowe rzeczy:
Z okazji festiwalu Brunona Schulza Wrocław dorobił się jego wizerunku na jednej z kamienic:

Portret Brunona Schulza© WrocNam
Prz Moście Uniwersyteckim powstała nowa brama rowerowa - dziwnie się zaczyna (kończy), bo na chodniku:

Kolejna brama rowerowa© WrocNam
Zaraz za bramą w towarzystwie Szermierza stoi coś:

Niedorobiona choinka© WrocNam
Kawałek dalej spotykam Rafała, z którym zamieniam kilka zdań na temat przyszłości, czyli Tropiciela 9 i ruszam dalej. Przy Domku Miedziorytnika stoją słupy ogłoszeniowe poświęcone twórczości Eugeniusza Get-Stankiewicza:

Ku czci Geta© WrocNam
Wreszcie na Rynku oglądam gotową choinkę:

Gotowa choinka 2012© WrocNam
Dane wycieczki:
16.00 km (0.00 km teren) czas: 00:45 h avg:21.33 km/h
R-174
Do pracy normalnie.
Powrót przez miasto - z odwiedzinami u Rafała i zakupem klocków hamulcowych w dobrej cenie - pierwszy raz z wymiennymi okładzinami.
Zbliżają się Święta:


Kolejny element infrastruktury rowerowej:
W okolicach pomnika kardynała Kominka komiks związany z powstaniem orędzia biskupów polskich do niemieckich:
Powrót przez miasto - z odwiedzinami u Rafała i zakupem klocków hamulcowych w dobrej cenie - pierwszy raz z wymiennymi okładzinami.
Zbliżają się Święta:

Budowa choinki na Rynku-2012© WrocNam

Budowa Jarmarku Bożonarodzeniowego w 2012© WrocNam
Kolejny element infrastruktury rowerowej:

Kolejna rowerowa brama do centrum© WrocNam
W okolicach pomnika kardynała Kominka komiks związany z powstaniem orędzia biskupów polskich do niemieckich:

Plenerowy komiks historyczny© WrocNam
Dane wycieczki:
21.00 km (0.00 km teren) czas: 01:00 h avg:21.00 km/h