Park linowy
Pewnego pięknego niedzielnego poranka wybraliśmy się na zakupiony przez Grupona wypad do parku linowego Sherwood.
Park prezentował się okazale:

Jako że jestem dużym chłopcem i nie straszne mi są żadne przeciwności, wybrałem najwyższą trasę o najwyższym stopniu trudności.
Zostałem ubrany w odpowiednie oporządzenie i przeszedłem krótkie szkolenie alpinistyczne:

Potem ruszyłem:

Początek był prosty i nawet się nie zgrzałem. Na górze trochę wiało i miałem lekkie obawy, co do zabezpieczeń zapinanych przez siebie, ale po chwili parłem do przodu:

Chwilę później już nie było tak prosto:

Mięśnie w rękach zaczynały mnie palić, a był to dopiero początek drogi. Kolejną przeszkodą była lina, na której trzeba było przelecieć do siatki. I zaczęły się kłopoty:

Nie wybrałem odpowiedniego momentu, żeby zmienić chwyt z liny na siatkę:

Doprowadziło to do chwili beztroskiego zwisu:

Sprawdziłem w ten sposób zabezpieczenia, które zostały wykorzystane w parku - działają.
Przy pomocy panów z obsługi zostałem doholowany do siatki, ale okazało się, że siatka jest trudnym przeciwnikiem:

Po chwili pojąłem, ze nie jestem w stanie pokonać przeszkody, nie wspominając o kilkunastu kolejnych i poprosiłem o ewakuację:

Po chwili poszedłem sobie jeszcze postrzelać z łuku:

Chyba nie poszło mi tak kompletnie źle, jak na pierwszy raz - trafiłem nawet parę razy w tarczę.
Jednak po całym poranku spędzonym w parku muszę przyznać:
WYNIK ROZGRYWKI park linowy : ja 1:0
Ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.
Park prezentował się okazale:

Las pali© WrocNam
Jako że jestem dużym chłopcem i nie straszne mi są żadne przeciwności, wybrałem najwyższą trasę o najwyższym stopniu trudności.
Zostałem ubrany w odpowiednie oporządzenie i przeszedłem krótkie szkolenie alpinistyczne:

Szkolenie linowe© WrocNam
Potem ruszyłem:

Ostatnie kroki na ziemi© WrocNam
Początek był prosty i nawet się nie zgrzałem. Na górze trochę wiało i miałem lekkie obawy, co do zabezpieczeń zapinanych przez siebie, ale po chwili parłem do przodu:

Zaczynają się pale© WrocNam
Chwilę później już nie było tak prosto:

Potem idą liny© WrocNam
Mięśnie w rękach zaczynały mnie palić, a był to dopiero początek drogi. Kolejną przeszkodą była lina, na której trzeba było przelecieć do siatki. I zaczęły się kłopoty:

Domorosły wrocławski Tarzan© WrocNam
Nie wybrałem odpowiedniego momentu, żeby zmienić chwyt z liny na siatkę:

A do siatki jeden krok...© WrocNam
Doprowadziło to do chwili beztroskiego zwisu:

Śmy się pohuśtali© WrocNam
Sprawdziłem w ten sposób zabezpieczenia, które zostały wykorzystane w parku - działają.
Przy pomocy panów z obsługi zostałem doholowany do siatki, ale okazało się, że siatka jest trudnym przeciwnikiem:

Siatka rozpaczy© WrocNam
Po chwili pojąłem, ze nie jestem w stanie pokonać przeszkody, nie wspominając o kilkunastu kolejnych i poprosiłem o ewakuację:

Ewakuacja z pala© WrocNam
Po chwili poszedłem sobie jeszcze postrzelać z łuku:

Łucznik Michał© WrocNam
Chyba nie poszło mi tak kompletnie źle, jak na pierwszy raz - trafiłem nawet parę razy w tarczę.
Jednak po całym poranku spędzonym w parku muszę przyznać:
WYNIK ROZGRYWKI park linowy : ja 1:0
Ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.
Dane wycieczki:
0.00 km (0.00 km teren) czas: h avg: km/h
Komentarze
też u nas są podobne atrakcje, ale się nie odważyłem :) a z łuku to strzelałem w podstawówce - na SKSach mieliśmy zajęcia z łuku, fajna sprawa :)
k4r3l - 07:13 niedziela, 4 września 2011 | linkuj
Komentuj