Dzień sto trzydziesty siódmy
W czasie kolejnej wizyty w stolicy Słowenii, już pierwszego dnia udało mi się dostać o określonej godzinie do punktu informacji turystycznej (inaczej niż w czasie kwietniowego wyjazdu) i mogłem za całe 1 Euro wypożyczyć rower na dwie godziny. Przebrałem się w jedynie słuszną koszulkę i udałem się prawie bez planu na zwiedzanie miasta:

Najpierw pod(jecha)szedłem na wzgórze, na którym położony jest zamek lubliański, górujący nad całą okolicą i widoczny zewsząd:
Po drodze zacząłem się zastanawiać, czy nie zostać jeszcze kilka dni, żeby wystartować rekreacyjnie w zbliżającym się maratonie:

Na lublańskich DDR pełno rowerzystów. Ale nie ma zdziwienia, jeśli można się w dużej części poruszać po czymś takim:

Żeby było ciekawiej - mało kto porusza się pod prąd, bo po drugiej stronie jezdni jest podobna droga. Dodatkowo, piesi się nie wcinają.
Drogi są dobrze oznakowane i wiadomo, gdzie trzeba jechać:

Przez chwilę myślałem, że przeniosłem się w jednym momencie do Wrocławia:

Minąłem po drodze miejscowy browar, którego jeden z produktów posmakowałem przy kolacji:

Obejrzałem parę specyficznych słoweńskich murali-wlepek:


Stojaki z miejskimi rowerami stoją nawet pod kościołami:

Niedaleko największego parku stał sobie górnik:

Wejście do tegoż parku z informacjami o różnych w nim zdarzeniach:

W parku wystawa o secesji w Lublanie:

Po parkowych alejkach, ale nie tylko tam, biegało pełno ludzi. We Wrocławiu takich ilości się nie spotyka:

Przed oddaniem roweru obejrzałem sobie jeszcze wystawę o rowerzystach w Kopenhadze:


Przed upływem ostatecznego czasu rumak został odstawiony do stajni:

A ja udałem się na posiłek. Pizza z ziemniakami popijana miejscowym piwem:

Trasa:

Ze słoweńskim rumakiem© WrocNam
Najpierw pod(jecha)szedłem na wzgórze, na którym położony jest zamek lubliański, górujący nad całą okolicą i widoczny zewsząd:

Zamek Lublana© WrocNam
Po drodze zacząłem się zastanawiać, czy nie zostać jeszcze kilka dni, żeby wystartować rekreacyjnie w zbliżającym się maratonie:

Może jednak się skuszę?© WrocNam
Na lublańskich DDR pełno rowerzystów. Ale nie ma zdziwienia, jeśli można się w dużej części poruszać po czymś takim:

Słoweńska rowerostrada© WrocNam
Żeby było ciekawiej - mało kto porusza się pod prąd, bo po drugiej stronie jezdni jest podobna droga. Dodatkowo, piesi się nie wcinają.
Drogi są dobrze oznakowane i wiadomo, gdzie trzeba jechać:

Rowerowe oznakowanie© WrocNam
Przez chwilę myślałem, że przeniosłem się w jednym momencie do Wrocławia:

Prawie jak we Wrocławiu© WrocNam
Minąłem po drodze miejscowy browar, którego jeden z produktów posmakowałem przy kolacji:

Browar Union© WrocNam
Obejrzałem parę specyficznych słoweńskich murali-wlepek:

Plastic Weapon© WrocNam

If...© WrocNam
Stojaki z miejskimi rowerami stoją nawet pod kościołami:

Rowerowa światynia© WrocNam
Niedaleko największego parku stał sobie górnik:

Hej-ho, do pracy by się szło, ale się zpomnikowało© WrocNam
Wejście do tegoż parku z informacjami o różnych w nim zdarzeniach:

Parkowy informator© WrocNam
W parku wystawa o secesji w Lublanie:

Plenerowa wystawa o secesji© WrocNam
Po parkowych alejkach, ale nie tylko tam, biegało pełno ludzi. We Wrocławiu takich ilości się nie spotyka:

Grupa treningowa© WrocNam
Przed oddaniem roweru obejrzałem sobie jeszcze wystawę o rowerzystach w Kopenhadze:

Kopenhaska wystawa rowerowa© WrocNam

Może kiedyś tak we Wrocławiu?© WrocNam
Przed upływem ostatecznego czasu rumak został odstawiony do stajni:

Rumak przed stajnią© WrocNam
A ja udałem się na posiłek. Pizza z ziemniakami popijana miejscowym piwem:

Posiłek ekploratora© WrocNam
Trasa:
Dane wycieczki:
20.00 km (0.00 km teren) czas: 01:00 h avg:20.00 km/h
Komentarze
Faktycznie :) Fajna fotorelacja :)
Stolica Słowenii leży na niezłej wysokości :) JPbike - 20:24 sobota, 15 października 2011 | linkuj
Komentuj
Stolica Słowenii leży na niezłej wysokości :) JPbike - 20:24 sobota, 15 października 2011 | linkuj