R-136
Pierwszy raz od wielu lat (czyli od początku zamieszkiwania we Wrocławiu) nie miałem możliwości uczestniczenia w Maratonie Wrocławskim.
Godnie jednak zostałem zastąpiony:

Wyzwanie podjęli i godnie mnie zastąpili:
Agata, Magda, Filip i Piotr.
Mi w udziale pozostało jedynie kibicowanie i wspieranie na trasie biegnących.
Dzień zacząłem od dojechania na miejsce startu i pilne wypatrywanie znajomych. Początkowo nikogo nie zauważyłem. Nawet w tradycyjnych kolejkach:

To chyba zasada wszystkich zawodów - zawsze jest tak, że ilość toalet jest zbyt mała do ilości startujących.
Obejrzałem sobie wspomnienia z poprzednich lat - uczestniczyłem w edycjach 2001-2011:
Pokręciłem się i porobiłem trochę zdjęć:



Poszedłem do biura, gdzie chwilę pogadałem ze znajomym obsługującym Mistrzostwa Wojska Polskiego i poobserwowałem na spokojnie pracę obsług stoisk:
Oprócz przygotowań do maratonu, z podobnym zaangażowaniem zawodnicy przygotowywali się do imprezy towarzyszącej:

W pewnym momencie usłyszałem wołanie i zauważyłem zbliżającą się Magdę, która dotarła na start rowerem. Wymieniliśmy kilka zdań, udzieliłem kilku porad i Magda pognała się przebrać:

Równo o godzinie 9.00 ruszyli na trasę zawodnicy na wózkach (wśród nich Ewa, którą pozdrowiłem przed startem, ale chyba mnie nie skojarzyła):

Minutę później w różnym tempie startuje masa biegaczy:



Po wybiegnięciu wszystkich z terenu startu, skrótem pognałem na Mosty Jagielońskie, gdzie urządziłem stanowisko wypatrywania znajomych:

Zostałem wypatrzony przez Filipa i Agatę (czyli wiedziałem, że ekipa jest na trasie) i pognałem dalej robiąc od czasu do czasu zdjęcia:

Na Żmigrodzkiej spotkałem się ponownie z Magdą - pogadaliśmy i pojechałem dalej:






Po pokonaniu Obwodnicy, na Moście Milenijnym znów spotykam biegnącą ekipę i od tego momentu właściwie nie odstępuję biegnących znajomych:



W pewnym momencie robię za rozpoznanie możliwego miejsca pitstopu dla Magdy, która dzielnie nadrabia stracony czas i dobiega dodatkowe metry:

Mimo zgodnego z prawem dopingu...:


... biegacze mieli okazję wpaść za kraty:

Pilotowana przeze mnie ekipa dobiega do połowy dystansu i mija go w niezłym czasie i w doskonałych humorach. Nagle słyszę swoje imię, odwracam się i widzę wielką niespodziankę: Asię z Kornelią. Dowiaduję się, że Piotrek spełnił swoje obietnice, wystartował w maratonie i jest na trasie, biegnie swoim tempem i ma jeszcze kilka kilometrów do półmetka. Postanawiam wrócić pod Stadion Miejski i się z nim przywitać.

Podczas robienia zdjęcia schodzę z roweru i później kawałek biegnę z Piotrkiem. Po zamienieniu kilku zdań podczas biegu, wracam po rower i ruszam za Piotrkiem, któremu towarzyszę podczas przebieganiu długiego, nudnego odcinka Lotnicza/Legnicka:




Przy Pl. Strzegomskim nawiązuję kontakt z Natką, która kibicuje z oddali i robi nam kilka zdjęć:

Piotrek trzyma się nieźle, więc postanawiam go opuścić i pozwolić mu walczyć w samotności z dystansem.
Sam ruszam w pogoń za będącą gdzieś na trasie pozostałą trójką.
Czasami oczywiście robię zdjęcia:




Okazuje się, że nasz Mors nie jest osamotniony w naszym Układzie Słonecznym:

Jeszcze nigdy kilometry maratonu nie mijały mi tak szybko. Z czasów wynika mi, że niedługo trójka, którą zostawiłem powinna dobiegać do mety. Nie chcę odpuszczać trasy i gnam wzdłuż kolumny biegaczy walcząc z czasem i wypatrując kogoś znajomego. Po drodze mijam Magdę, która dzielnie daje sobie radę. Kilka słów wsparcia i ciągnę dalej.
500 m przed metą zauważam Agatę, kilka metrów przed nią biegnie Filip. Zaczynają finisz:


Cofam się wzdłuż trasy wypatrując Magdy, która nieustępliwie zbliża się do końca w niezłym czasie. Kilka minut po pierwszej dwójce, na metę wpada Magda:

Zamieniamy kilka słów, po czym (co już wiem z opisu) Magda przebiera się, wsiada na rower i wraca do domu na kołach.
Ja obserwuję przez chwilę okolice mety i wracam na trasę szukając Piotra.


Po drodze po raz drugi widzę Super-Mana.
Pierwszy kontakt:

Drugi kontakt:

Magda ma konkurencję rowerową (ale tylko pod względem koloru, nie wykonania i wykończenia):

Jak zwykle w niedzielę maratońską wielu ludzi chce gdzieś dojechać:

Przy wbiegu na Wyspę Piaskową spotykam po raz ostatni tego dnia Piotra, któremu pozostały ostatnie kilometry i który miał nadal moc. Wspieram go kilkoma słowami. On biegnie dalej a ja wracam do domu:

Z późniejszych relacji dowiedziałem się, że dotarł cało na metę, gdzie czekała na niego już Asia. A tydzień później pobiegł półmaraton.
Cały dzień to ciekawe doświadczenie obserwacji maratonu z trasy, ale nie z biegu. Obym nie musiał go powtarzać w przyszłym roku.
Godnie jednak zostałem zastąpiony:

Maratońska Czwórka BS© WrocNam
Wyzwanie podjęli i godnie mnie zastąpili:
Agata, Magda, Filip i Piotr.
Mi w udziale pozostało jedynie kibicowanie i wspieranie na trasie biegnących.
Dzień zacząłem od dojechania na miejsce startu i pilne wypatrywanie znajomych. Początkowo nikogo nie zauważyłem. Nawet w tradycyjnych kolejkach:

Tradycyjne kolejki© WrocNam
To chyba zasada wszystkich zawodów - zawsze jest tak, że ilość toalet jest zbyt mała do ilości startujących.
Obejrzałem sobie wspomnienia z poprzednich lat - uczestniczyłem w edycjach 2001-2011:

Historia 30 lat Maratonu Wrocławskiego© WrocNam
Pokręciłem się i porobiłem trochę zdjęć:

Straż konna© WrocNam

Ostatnie przygotowania do 30 MW© WrocNam

Polecieć w kosmos z maratonu© WrocNam
Poszedłem do biura, gdzie chwilę pogadałem ze znajomym obsługującym Mistrzostwa Wojska Polskiego i poobserwowałem na spokojnie pracę obsług stoisk:

Biuro zawodów 30MW© WrocNam
Oprócz przygotowań do maratonu, z podobnym zaangażowaniem zawodnicy przygotowywali się do imprezy towarzyszącej:

Impreza towarzysząca© WrocNam
W pewnym momencie usłyszałem wołanie i zauważyłem zbliżającą się Magdę, która dotarła na start rowerem. Wymieniliśmy kilka zdań, udzieliłem kilku porad i Magda pognała się przebrać:

Odejście Maratonki© WrocNam
Równo o godzinie 9.00 ruszyli na trasę zawodnicy na wózkach (wśród nich Ewa, którą pozdrowiłem przed startem, ale chyba mnie nie skojarzyła):

Ruszają wózkowicze© WrocNam
Minutę później w różnym tempie startuje masa biegaczy:

Ruszają biegacze© WrocNam

Masa biegaczy© WrocNam

Ostatki biegaczy© WrocNam
Po wybiegnięciu wszystkich z terenu startu, skrótem pognałem na Mosty Jagielońskie, gdzie urządziłem stanowisko wypatrywania znajomych:

Maratończycy na Moście Jagiellońskim© WrocNam
Zostałem wypatrzony przez Filipa i Agatę (czyli wiedziałem, że ekipa jest na trasie) i pognałem dalej robiąc od czasu do czasu zdjęcia:

1. punkt żywieniowy© WrocNam

Kromera w czasie maratonu© WrocNam
Na Żmigrodzkiej spotkałem się ponownie z Magdą - pogadaliśmy i pojechałem dalej:

Rwanie w biegu© WrocNam

Pod Obwodnicą Śródmiejską© WrocNam

Walka z żywiołami© WrocNam

Przygotowanie do kolejnej walki© WrocNam

Początek Obwodnicy Śródmiejskiej© WrocNam

Biegacze na Obwodnicy© WrocNam
Po pokonaniu Obwodnicy, na Moście Milenijnym znów spotykam biegnącą ekipę i od tego momentu właściwie nie odstępuję biegnących znajomych:

Filip na Milenijnym© WrocNam

Magda napiera© WrocNam

Razem w biegu© WrocNam
W pewnym momencie robię za rozpoznanie możliwego miejsca pitstopu dla Magdy, która dzielnie nadrabia stracony czas i dobiega dodatkowe metry:

Nadrabianie kilometrów© WrocNam
Mimo zgodnego z prawem dopingu...:

Niezły doping dla Adriana© WrocNam

Muzyczny doping© WrocNam
... biegacze mieli okazję wpaść za kraty:

Maratończycy za kratami© WrocNam
Pilotowana przeze mnie ekipa dobiega do połowy dystansu i mija go w niezłym czasie i w doskonałych humorach. Nagle słyszę swoje imię, odwracam się i widzę wielką niespodziankę: Asię z Kornelią. Dowiaduję się, że Piotrek spełnił swoje obietnice, wystartował w maratonie i jest na trasie, biegnie swoim tempem i ma jeszcze kilka kilometrów do półmetka. Postanawiam wrócić pod Stadion Miejski i się z nim przywitać.

Piotr Wielki na trasie© WrocNam
Podczas robienia zdjęcia schodzę z roweru i później kawałek biegnę z Piotrkiem. Po zamienieniu kilku zdań podczas biegu, wracam po rower i ruszam za Piotrkiem, któremu towarzyszę podczas przebieganiu długiego, nudnego odcinka Lotnicza/Legnicka:

Półmetek Piotra© WrocNam

Rodzinne wsparcie© WrocNam

Rodzinny pit-stop© WrocNam

Piotr napiera na Legnickiej© WrocNam
Przy Pl. Strzegomskim nawiązuję kontakt z Natką, która kibicuje z oddali i robi nam kilka zdjęć:

Gdzieś tam jesteśmy (w centrum zdjęcia)© WrocNam
Piotrek trzyma się nieźle, więc postanawiam go opuścić i pozwolić mu walczyć w samotności z dystansem.
Sam ruszam w pogoń za będącą gdzieś na trasie pozostałą trójką.
Czasami oczywiście robię zdjęcia:

Wielki korek tramwajowy© WrocNam

Wsparcie mundurowe© WrocNam

Punkt na Ruskiej© WrocNam

Czekające kubeczki© WrocNam
Okazuje się, że nasz Mors nie jest osamotniony w naszym Układzie Słonecznym:

Morsy z Marsa© WrocNam
Jeszcze nigdy kilometry maratonu nie mijały mi tak szybko. Z czasów wynika mi, że niedługo trójka, którą zostawiłem powinna dobiegać do mety. Nie chcę odpuszczać trasy i gnam wzdłuż kolumny biegaczy walcząc z czasem i wypatrując kogoś znajomego. Po drodze mijam Magdę, która dzielnie daje sobie radę. Kilka słów wsparcia i ciągnę dalej.
500 m przed metą zauważam Agatę, kilka metrów przed nią biegnie Filip. Zaczynają finisz:

Filip finiszuje© WrocNam

Agata finiszuje© WrocNam
Cofam się wzdłuż trasy wypatrując Magdy, która nieustępliwie zbliża się do końca w niezłym czasie. Kilka minut po pierwszej dwójce, na metę wpada Magda:

Magda finiszuje© WrocNam
Zamieniamy kilka słów, po czym (co już wiem z opisu) Magda przebiera się, wsiada na rower i wraca do domu na kołach.
Ja obserwuję przez chwilę okolice mety i wracam na trasę szukając Piotra.

Po maratonie© WrocNam

Losy z nazwiskami podążają na losowanie© WrocNam
Po drodze po raz drugi widzę Super-Mana.
Pierwszy kontakt:

Super-man zstąpił© WrocNam
Drugi kontakt:

Super-man wzywa wsparcie© WrocNam
Magda ma konkurencję rowerową (ale tylko pod względem koloru, nie wykonania i wykończenia):

Rower rzucający się w oczy© WrocNam
Jak zwykle w niedzielę maratońską wielu ludzi chce gdzieś dojechać:

Koreczek na Sienkiewicza© WrocNam
Przy wbiegu na Wyspę Piaskową spotykam po raz ostatni tego dnia Piotra, któremu pozostały ostatnie kilometry i który miał nadal moc. Wspieram go kilkoma słowami. On biegnie dalej a ja wracam do domu:

Piotr podąża do mety© WrocNam
Z późniejszych relacji dowiedziałem się, że dotarł cało na metę, gdzie czekała na niego już Asia. A tydzień później pobiegł półmaraton.
Cały dzień to ciekawe doświadczenie obserwacji maratonu z trasy, ale nie z biegu. Obym nie musiał go powtarzać w przyszłym roku.
Dane wycieczki:
70.00 km (0.00 km teren) czas: 04:00 h avg:17.50 km/h
Komentarze
Widziałam ten neonowy rower! Oczy miałam jak 5 zł gdy go zobaczyłam!
Przypomnij mi- czemuś Ty nie startował z nami (i 4000 pozostałych biegaczy)? maratonka - 22:53 poniedziałek, 1 października 2012 | linkuj
Komentuj
Przypomnij mi- czemuś Ty nie startował z nami (i 4000 pozostałych biegaczy)? maratonka - 22:53 poniedziałek, 1 października 2012 | linkuj