Wpisy archiwalne w miesiącu
Sierpień, 2011
Dystans całkowity: | 367.00 km (w terenie 151.00 km; 41.14%) |
Czas w ruchu: | 16:15 |
Średnia prędkość: | 22.58 km/h |
Suma kalorii: | 4300 kcal |
Liczba aktywności: | 11 |
Średnio na aktywność: | 33.36 km i 1h 28m |
Więcej statystyk |
Dzień sto dziewiąty
Do pracy normalnie.
Powrót przez prze miasto z kwiatkami dla Natki.
Wieczorny edit:
Kupiłem rękawiczki zimowe w Lidlu. Spodni już nie było.
Powrót przez prze miasto z kwiatkami dla Natki.
Wieczorny edit:
Kupiłem rękawiczki zimowe w Lidlu. Spodni już nie było.
Dane wycieczki:
17.00 km (0.00 km teren) czas: 00:50 h avg:20.40 km/h
Dzień sto ósmy
Do pracy po urlopie przez miasto.
Powrót również.
Powrót również.
Dane wycieczki:
21.00 km (0.00 km teren) czas: 00:50 h avg:25.20 km/h
Park linowy
Pewnego pięknego niedzielnego poranka wybraliśmy się na zakupiony przez Grupona wypad do parku linowego Sherwood.
Park prezentował się okazale:

Jako że jestem dużym chłopcem i nie straszne mi są żadne przeciwności, wybrałem najwyższą trasę o najwyższym stopniu trudności.
Zostałem ubrany w odpowiednie oporządzenie i przeszedłem krótkie szkolenie alpinistyczne:

Potem ruszyłem:

Początek był prosty i nawet się nie zgrzałem. Na górze trochę wiało i miałem lekkie obawy, co do zabezpieczeń zapinanych przez siebie, ale po chwili parłem do przodu:

Chwilę później już nie było tak prosto:

Mięśnie w rękach zaczynały mnie palić, a był to dopiero początek drogi. Kolejną przeszkodą była lina, na której trzeba było przelecieć do siatki. I zaczęły się kłopoty:

Nie wybrałem odpowiedniego momentu, żeby zmienić chwyt z liny na siatkę:

Doprowadziło to do chwili beztroskiego zwisu:

Sprawdziłem w ten sposób zabezpieczenia, które zostały wykorzystane w parku - działają.
Przy pomocy panów z obsługi zostałem doholowany do siatki, ale okazało się, że siatka jest trudnym przeciwnikiem:

Po chwili pojąłem, ze nie jestem w stanie pokonać przeszkody, nie wspominając o kilkunastu kolejnych i poprosiłem o ewakuację:

Po chwili poszedłem sobie jeszcze postrzelać z łuku:

Chyba nie poszło mi tak kompletnie źle, jak na pierwszy raz - trafiłem nawet parę razy w tarczę.
Jednak po całym poranku spędzonym w parku muszę przyznać:
WYNIK ROZGRYWKI park linowy : ja 1:0
Ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.
Park prezentował się okazale:

Las pali© WrocNam
Jako że jestem dużym chłopcem i nie straszne mi są żadne przeciwności, wybrałem najwyższą trasę o najwyższym stopniu trudności.
Zostałem ubrany w odpowiednie oporządzenie i przeszedłem krótkie szkolenie alpinistyczne:

Szkolenie linowe© WrocNam
Potem ruszyłem:

Ostatnie kroki na ziemi© WrocNam
Początek był prosty i nawet się nie zgrzałem. Na górze trochę wiało i miałem lekkie obawy, co do zabezpieczeń zapinanych przez siebie, ale po chwili parłem do przodu:

Zaczynają się pale© WrocNam
Chwilę później już nie było tak prosto:

Potem idą liny© WrocNam
Mięśnie w rękach zaczynały mnie palić, a był to dopiero początek drogi. Kolejną przeszkodą była lina, na której trzeba było przelecieć do siatki. I zaczęły się kłopoty:

Domorosły wrocławski Tarzan© WrocNam
Nie wybrałem odpowiedniego momentu, żeby zmienić chwyt z liny na siatkę:

A do siatki jeden krok...© WrocNam
Doprowadziło to do chwili beztroskiego zwisu:

Śmy się pohuśtali© WrocNam
Sprawdziłem w ten sposób zabezpieczenia, które zostały wykorzystane w parku - działają.
Przy pomocy panów z obsługi zostałem doholowany do siatki, ale okazało się, że siatka jest trudnym przeciwnikiem:

Siatka rozpaczy© WrocNam
Po chwili pojąłem, ze nie jestem w stanie pokonać przeszkody, nie wspominając o kilkunastu kolejnych i poprosiłem o ewakuację:

Ewakuacja z pala© WrocNam
Po chwili poszedłem sobie jeszcze postrzelać z łuku:

Łucznik Michał© WrocNam
Chyba nie poszło mi tak kompletnie źle, jak na pierwszy raz - trafiłem nawet parę razy w tarczę.
Jednak po całym poranku spędzonym w parku muszę przyznać:
WYNIK ROZGRYWKI park linowy : ja 1:0
Ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.
Dane wycieczki:
0.00 km (0.00 km teren) czas: h avg: km/h
Przebieżka nr 37
Powolutku na Gądowiankę (6 km w 31 minut).
Dane wycieczki:
0.00 km (6.00 km teren) czas: h avg: km/h
Dzień sto siódmy
Niedługo otwierają Most Rędziński i ostatni kawałek AOW, więc nie będzie możliwości pojeżdżenia po niej rowerem. Dlatego wybrałem się spróbować przebyć Odrę nową przeprawą.
Wjechałem na AOW od strony Granicznej i pomknąłem w stronę mostu.
Okazało się, że ciągną w jego stronę prawdziwe pielgrzymki.
Prezentuje się okazale:

Jest jednak chroniony przez niezliczone rzesze ochroniarzy odpoczywających w cieniu i ciąg zapór, tak więc jest nieprzejezdny:

Przy okazji można pooglądać inne nowe budowle we Wrocławiu:


Teren dookoła stadionu nie wygląda na gotowy do otwarcia za dwa tygodnie, ale może sobie poradzą.
Zawsze mi się podobały osłony naszej AOW:

Potem Legnicką w stronę Rynku i po objechaniu Starego Miasta i Ostrowa Tumskiego powrót do domu.
Wjechałem na AOW od strony Granicznej i pomknąłem w stronę mostu.
Okazało się, że ciągną w jego stronę prawdziwe pielgrzymki.
Prezentuje się okazale:

Most Rędziński© WrocNam
Jest jednak chroniony przez niezliczone rzesze ochroniarzy odpoczywających w cieniu i ciąg zapór, tak więc jest nieprzejezdny:

Most za kratami© WrocNam
Przy okazji można pooglądać inne nowe budowle we Wrocławiu:

Stadion i most© WrocNam

Stadion i Sky Tower© WrocNam
Teren dookoła stadionu nie wygląda na gotowy do otwarcia za dwa tygodnie, ale może sobie poradzą.
Zawsze mi się podobały osłony naszej AOW:

Osłony drogi© WrocNam
Potem Legnicką w stronę Rynku i po objechaniu Starego Miasta i Ostrowa Tumskiego powrót do domu.
Dane wycieczki:
30.00 km (0.00 km teren) czas: 01:15 h avg:24.00 km/h
Przebieżka nr 36
Przebieżka głownie ze Straży Miejskiej do domu (7 km w 31 minut).
Dane wycieczki:
0.00 km (7.00 km teren) czas: h avg: km/h
Dzień sto szósty
Część triathlonu nowoczesnego: bieg-rower (Plac Dwojga Imion - Dworzec PKP)-Straż Miejska-bieg .
Dane wycieczki:
2.00 km (0.00 km teren) czas: 00:05 h avg:24.00 km/h
Dzień sto piąty
Jeden z ostatnich dni urlopu postanowiłem wykorzystać na jakiś większy wyjazd rowerowy. Popatrzyłem na mapę i ze względu na to, że często tamtędy jeżdżę, ale nigdy nie byłem w Legnickim Polu, wybór mój padł właśnie na to miejsce:

Zaplanowałem wyjazd o 7, żeby około 15-16 wrócić do domu. Okazało się, że mogłem wybrać się godzinę wcześniej, przez co dłużej miałbym korzystne warunki, a nie żarówę prosto z nieba.
Pojechałem sobie bocznymi drogami i już kawałek za Wrocławiem zostałem pozytywnie zaskoczony rowerową ekspresówką w Gałowie:

Szkoda, że częściej nie spotyka się takich rozwiązań,żeby koło bruku położyć kawałek równej nawierzchni dla rowerów. Po drodze spotkałem jeszcze trzy miejsca, gdzie coś takiego by się bardzo przydało.
W Rakoszycach napotykam pierwszy w tym dniu krzyż pokutny (w rzadkim stylu maltańskim) - na zdjęciach kolejne z całej wyprawy:

(Lewy górny róg-Rakoszyce, prawy górny róg-Tyniec Legnicki, lewy dolny róg-Ujazd Górny, prawy dolny róg-Jarosław - trzeciego, dwumetrowego, wmurowanego w poziomo w mur kościelny nie zauważyłem)

(Lewy-Jarosław - schowany w lasku, prawy-Samborz - przerobiony na kapliczkę)
W ściany budynków kościelnych wbudowane są epitafia, które też pojawiały się kilka razy na mojej drodze:

(Lewa-Rakoszyce, prawa-Ujazd Górny)
Około godziny 10 zaczęło już nieźle przygrzewać, ale nie przeszkadzało mi to w pokonywaniu kilometrów. W pewnym momencie miałem Legnicę tuż-tuż:

Około 11 zawitałem do Legnickiego Pola, gdzie poczytałem informacje na temat pól złotonośnych, obejrzałem pomnik poszukiwacza złota, przypominającego wrocławskie krasnale:

Obfotografowałem sanktuarium, w którym, jak dowiedziałem się później, znajdowała się przez pewien czas szkoła pruskich kadetów, do której uczęszczał między innymi Czerwony Baron:
Następnie udałem się do muzeum Bitwy Legnickiej, gdzie kupiłem Natce trochę pocztówek z Legnickiego Pola i okolic i przy okazji dowiedziałem się trochę na temat historii tego miejsca od miłej pani, która tam pracowała.
Po zjedzeniu lodów o smaku gruszki, pomknąłem w kierunku Wrocławia.
Po drodze zahaczyłem o pola złotonośne - niestety już wyczerpane.
Znalazłem też leżącego na ulicy martwego zaskrońca - bez śladów jakichkolwiek uszkodzeń:

Wądroża Wielkiego broni woj Wądrożnik (chyba takie było jego imię):

W Ujeździe na jednym z epitafiów bardzo ładna czaszka z krzyżem do kolekcji dla Kajmana:

Ostatnie kilometry trochę mi się dłużyły, ale gładko mijały, szczególnie w miejscach, gdzie za Pietrzykowicami wylano nowy asfalt.
Po wjeździe do Wrocławia podjechałem jeszcze do Creatora umówić się na sesję rehabilitacyjną i już byłem w domu.
Trasa:

Wieże sanktuarium© WrocNam
Zaplanowałem wyjazd o 7, żeby około 15-16 wrócić do domu. Okazało się, że mogłem wybrać się godzinę wcześniej, przez co dłużej miałbym korzystne warunki, a nie żarówę prosto z nieba.
Pojechałem sobie bocznymi drogami i już kawałek za Wrocławiem zostałem pozytywnie zaskoczony rowerową ekspresówką w Gałowie:

Wiejska rowerowa ekpresówka© WrocNam
Szkoda, że częściej nie spotyka się takich rozwiązań,żeby koło bruku położyć kawałek równej nawierzchni dla rowerów. Po drodze spotkałem jeszcze trzy miejsca, gdzie coś takiego by się bardzo przydało.
W Rakoszycach napotykam pierwszy w tym dniu krzyż pokutny (w rzadkim stylu maltańskim) - na zdjęciach kolejne z całej wyprawy:

Krzyże pokutne-1© WrocNam
(Lewy górny róg-Rakoszyce, prawy górny róg-Tyniec Legnicki, lewy dolny róg-Ujazd Górny, prawy dolny róg-Jarosław - trzeciego, dwumetrowego, wmurowanego w poziomo w mur kościelny nie zauważyłem)

Krzyże pokutne-2© WrocNam
(Lewy-Jarosław - schowany w lasku, prawy-Samborz - przerobiony na kapliczkę)
W ściany budynków kościelnych wbudowane są epitafia, które też pojawiały się kilka razy na mojej drodze:

Epitafia© WrocNam
(Lewa-Rakoszyce, prawa-Ujazd Górny)
Około godziny 10 zaczęło już nieźle przygrzewać, ale nie przeszkadzało mi to w pokonywaniu kilometrów. W pewnym momencie miałem Legnicę tuż-tuż:

Legnica na wyciągnięcie obiektywu© WrocNam
Około 11 zawitałem do Legnickiego Pola, gdzie poczytałem informacje na temat pól złotonośnych, obejrzałem pomnik poszukiwacza złota, przypominającego wrocławskie krasnale:

Poszukiwacz złota© WrocNam
Obfotografowałem sanktuarium, w którym, jak dowiedziałem się później, znajdowała się przez pewien czas szkoła pruskich kadetów, do której uczęszczał między innymi Czerwony Baron:

Sanktuarium w Legnickim Polu© WrocNam
Następnie udałem się do muzeum Bitwy Legnickiej, gdzie kupiłem Natce trochę pocztówek z Legnickiego Pola i okolic i przy okazji dowiedziałem się trochę na temat historii tego miejsca od miłej pani, która tam pracowała.
Po zjedzeniu lodów o smaku gruszki, pomknąłem w kierunku Wrocławia.
Po drodze zahaczyłem o pola złotonośne - niestety już wyczerpane.
Znalazłem też leżącego na ulicy martwego zaskrońca - bez śladów jakichkolwiek uszkodzeń:

Martwy wąż© WrocNam
Wądroża Wielkiego broni woj Wądrożnik (chyba takie było jego imię):

Wądrożnik© WrocNam
W Ujeździe na jednym z epitafiów bardzo ładna czaszka z krzyżem do kolekcji dla Kajmana:

Czacha dla Kajmana© WrocNam
Ostatnie kilometry trochę mi się dłużyły, ale gładko mijały, szczególnie w miejscach, gdzie za Pietrzykowicami wylano nowy asfalt.
Po wjeździe do Wrocławia podjechałem jeszcze do Creatora umówić się na sesję rehabilitacyjną i już byłem w domu.
Trasa:
Dane wycieczki:
150.00 km (0.00 km teren) czas: 06:40 h avg:22.50 km/h
Dzień sto czwarty
Pierwszy raz od dłuższego czasu w siodle.
Do pracy mimo urlopu normalną drogą, powrót przez miasto.
Prz Teatrze Współczesnym stanęło Krzesło Kantora:

Na Świdnickiej reklamuje się impreza Monster Truck-owa:

Efekty widać nawet na Placu Dwojga Imion:
Do pracy mimo urlopu normalną drogą, powrót przez miasto.
Prz Teatrze Współczesnym stanęło Krzesło Kantora:

Krzesło Kantora© WrocNam
Na Świdnickiej reklamuje się impreza Monster Truck-owa:

Gumowy Monster Truck© WrocNam
Efekty widać nawet na Placu Dwojga Imion:

Plaskaty© WrocNam
Dane wycieczki:
18.00 km (0.00 km teren) czas: 00:50 h avg:21.60 km/h
Przebieżka nr 35
Na Gądowiankę (7 km w 31 minut).
Dane wycieczki:
0.00 km (7.00 km teren) czas: h avg: km/h