R-145
Do pracy normalnie.
Powrót lekko okrężną drogą przez samochodowy warsztat gazowniczy.
Na bagażniku karton grzybów z Borów Dolnośląskich.
Powrót lekko okrężną drogą przez samochodowy warsztat gazowniczy.
Na bagażniku karton grzybów z Borów Dolnośląskich.
Dane wycieczki:
19.00 km (0.00 km teren) czas: 00:50 h avg:22.80 km/h
R-144
Do pracy normalnie - przed wschodem słońca.
Powrót (3h później) przez miasto - przed zachodem słońca.
Poranne widoki:


Rano mimo końca września wysoka temperatura:
Powrót (3h później) przez miasto - przed zachodem słońca.
Poranne widoki:

Barwy poranka I© WrocNam

Barwy poranka II© WrocNam
Rano mimo końca września wysoka temperatura:

Prawdziwe tropiki© WrocNam
Dane wycieczki:
21.00 km (0.00 km teren) czas: 00:50 h avg:25.20 km/h
R-143
Do pracy i z powrotem (3,5h później) - normalnie.
Podczas powrotu:
Podczas powrotu:

Księżyc w chmurach© WrocNam
Dane wycieczki:
17.00 km (0.00 km teren) czas: 00:40 h avg:25.50 km/h
R-142
Do pracy normalnie.
Powrót (2,5 później) przez miasto.
Na jednym ze skrzyżowań:
Powrót (2,5 później) przez miasto.
Na jednym ze skrzyżowań:

Na wymianę© WrocNam
Dane wycieczki:
21.00 km (0.00 km teren) czas: 00:50 h avg:25.20 km/h
R-141
Urwałem się z pracy 2,5 godziny wcześniej i postanowiłem trochę pozwiedzać.
Wybrałem się w stronę północno-zachodnich granic miasta. Przejeżdżając przez znane tereny dotarłem w miejsce, gdzie właściwie ptaki zawracają - do osiedla Lesica:

Stoi tam parę zabudowań, większość opuszczonych, choć jedno nowe i jedno się buduje:

Wcześniej przejeżdżałem przez tereny przypominające tereny dalekowschodnie:

Po opuszczeniu cywilizowanych terenów dotarłem najpierw do (opuszczonej?) przepompowni, potem różnych pól, a następnie kierując się wskazaniami mapy z Googla przez pola do, wydawało się, przeszkody nie do pokonania:

Mapa pokazywała jednak przejazd, porozglądałem się, przedarłem przez krzewy i dotarłem do nieoznaczonego, całkiem solidnego, mostu:

Na polach widziałem różne zwierzaki i okolice Wrocławia:



Po przejechaniu mostu i kawałku lasu wjechałem w sam środek kolejnego odcinka pól irygacyjnych, gdzie zapoznałem się z infrastrukturą takich pól:



Pola irygacyjne jak zwykle swoim specyficznym aromatem pozwoliły oczyścić nos i zatoki.
Później już w cywilizowanych warunkach okrężną drogą dotarłem do domu. Na jednym z mijanych pól zauważyłem uprawę śmiesznie wyglądającej rośliny:

Droga Krzyżanowice - Wrocław zmieniła znacząco swoje oblicze:

Szukałem też ekologicznego czyścika do łańcucha - tylko w jednym serwisie o nim słyszeli.
Trasa:
Wybrałem się w stronę północno-zachodnich granic miasta. Przejeżdżając przez znane tereny dotarłem w miejsce, gdzie właściwie ptaki zawracają - do osiedla Lesica:

Dojazd do Lesicy© WrocNam
Stoi tam parę zabudowań, większość opuszczonych, choć jedno nowe i jedno się buduje:

Budynek w Lesicy© WrocNam
Wcześniej przejeżdżałem przez tereny przypominające tereny dalekowschodnie:

Prawie pola ryżowe© WrocNam
Po opuszczeniu cywilizowanych terenów dotarłem najpierw do (opuszczonej?) przepompowni, potem różnych pól, a następnie kierując się wskazaniami mapy z Googla przez pola do, wydawało się, przeszkody nie do pokonania:

Wodna przeszkoda terenowa© WrocNam
Mapa pokazywała jednak przejazd, porozglądałem się, przedarłem przez krzewy i dotarłem do nieoznaczonego, całkiem solidnego, mostu:

Sposób pokonania przeszkody© WrocNam
Na polach widziałem różne zwierzaki i okolice Wrocławia:

Kruk (?) na polu© WrocNam

Sarny na polach© WrocNam

Most i Sky Tower z Lesicy© WrocNam
Po przejechaniu mostu i kawałku lasu wjechałem w sam środek kolejnego odcinka pól irygacyjnych, gdzie zapoznałem się z infrastrukturą takich pól:

Infrastruktura irygacyjna I© WrocNam

Infrastruktura irygacyjna II© WrocNam

Infrastruktura irygacyjna III© WrocNam
Pola irygacyjne jak zwykle swoim specyficznym aromatem pozwoliły oczyścić nos i zatoki.
Później już w cywilizowanych warunkach okrężną drogą dotarłem do domu. Na jednym z mijanych pól zauważyłem uprawę śmiesznie wyglądającej rośliny:

Kępkowa roślina© WrocNam
Droga Krzyżanowice - Wrocław zmieniła znacząco swoje oblicze:

Wrocław-Krzyżanowice-XXI wiek© WrocNam
Szukałem też ekologicznego czyścika do łańcucha - tylko w jednym serwisie o nim słyszeli.
Trasa:
Dane wycieczki:
48.00 km (0.00 km teren) czas: 02:20 h avg:20.57 km/h
R-140
Wyjazd na Eko-jarmark, który rozłożył się na placu przy Szewskiej.
Dojazd na miejsce okrężną trasą przez Krakowską i tour de Wały (na wałach właściwie sami biegacze i rowerzyści, cała kupa).
Obejrzałem też nowo ustawiony w czasie dni ormiańskich chaczkar:


Po dotarciu na plac:

Mała reklama WIRu:



Na jarmarku kupiłem mapę Szlaku Odry na odcinku Wrocław - Głogów.
Dzisiejszy most:
Kładka Siedlecka (Oł)
kat. drog.-1, ul. Wilcza, rok budowy-1928, dł.-108,7 m, kładka pięcioprzęsłowa o konstrukcji nośnej z dźwigarów kratowych z jazdą dołem o pasie górnym parabolicznym
Dojazd na miejsce okrężną trasą przez Krakowską i tour de Wały (na wałach właściwie sami biegacze i rowerzyści, cała kupa).
Obejrzałem też nowo ustawiony w czasie dni ormiańskich chaczkar:

Chaczkar© WrocNam

Opis na chaczkarze© WrocNam
Po dotarciu na plac:

Eko-jarmark© WrocNam
Mała reklama WIRu:

Opis WIR-I© WrocNam

Opis WIR-II© WrocNam

Opis WIR-III© WrocNam
Na jarmarku kupiłem mapę Szlaku Odry na odcinku Wrocław - Głogów.
Dzisiejszy most:
Kładka Siedlecka (Oł)
kat. drog.-1, ul. Wilcza, rok budowy-1928, dł.-108,7 m, kładka pięcioprzęsłowa o konstrukcji nośnej z dźwigarów kratowych z jazdą dołem o pasie górnym parabolicznym
Dane wycieczki:
26.00 km (0.00 km teren) czas: 01:10 h avg:22.29 km/h
R-139
Do pracy normalnie.
Powrót z oddaniem dokumentów na podyplomówkę.
Nowy krasnal w mieście:

Krasnal po liftingu i w nowym miejscu:

Kolejna ładowarka samochodów elektrycznych:

Powrót z oddaniem dokumentów na podyplomówkę.
Nowy krasnal w mieście:

Krasnal Onkuś© WrocNam
Krasnal po liftingu i w nowym miejscu:

Krasnal Fuger na skale© WrocNam
Kolejna ładowarka samochodów elektrycznych:

Dość duża ładowarka© WrocNam

Niezła maszyna rowerowa© WrocNam
Dane wycieczki:
20.00 km (0.00 km teren) czas: 00:50 h avg:24.00 km/h
R-138
Do pracy normalnie.
Powrót (3 h później) przez warsztat i odbiór srebrnego bolidu.
Nowa akcja społeczna:
Powrót (3 h później) przez warsztat i odbiór srebrnego bolidu.
Nowa akcja społeczna:

Ja, Ty jemy© WrocNam
Dane wycieczki:
18.00 km (0.00 km teren) czas: 00:40 h avg:27.00 km/h
R-137
Do pracy (2h później).
Powrót okrężną drogą przez Strzegomską i przez warsztat samochodowy.
Potem dojazd do biblioteki.
Remont wiaduktu nad Strzegomską:

Powrót okrężną drogą przez Strzegomską i przez warsztat samochodowy.
Potem dojazd do biblioteki.
Remont wiaduktu nad Strzegomską:

Wiadukt nad Strzegomską-I© WrocNam

Wiadukt nad Strzegomską-II© WrocNam
Dane wycieczki:
22.00 km (0.00 km teren) czas: 01:00 h avg:22.00 km/h
R-136
Pierwszy raz od wielu lat (czyli od początku zamieszkiwania we Wrocławiu) nie miałem możliwości uczestniczenia w Maratonie Wrocławskim.
Godnie jednak zostałem zastąpiony:

Wyzwanie podjęli i godnie mnie zastąpili:
Agata, Magda, Filip i Piotr.
Mi w udziale pozostało jedynie kibicowanie i wspieranie na trasie biegnących.
Dzień zacząłem od dojechania na miejsce startu i pilne wypatrywanie znajomych. Początkowo nikogo nie zauważyłem. Nawet w tradycyjnych kolejkach:

To chyba zasada wszystkich zawodów - zawsze jest tak, że ilość toalet jest zbyt mała do ilości startujących.
Obejrzałem sobie wspomnienia z poprzednich lat - uczestniczyłem w edycjach 2001-2011:
Pokręciłem się i porobiłem trochę zdjęć:



Poszedłem do biura, gdzie chwilę pogadałem ze znajomym obsługującym Mistrzostwa Wojska Polskiego i poobserwowałem na spokojnie pracę obsług stoisk:
Oprócz przygotowań do maratonu, z podobnym zaangażowaniem zawodnicy przygotowywali się do imprezy towarzyszącej:

W pewnym momencie usłyszałem wołanie i zauważyłem zbliżającą się Magdę, która dotarła na start rowerem. Wymieniliśmy kilka zdań, udzieliłem kilku porad i Magda pognała się przebrać:

Równo o godzinie 9.00 ruszyli na trasę zawodnicy na wózkach (wśród nich Ewa, którą pozdrowiłem przed startem, ale chyba mnie nie skojarzyła):

Minutę później w różnym tempie startuje masa biegaczy:



Po wybiegnięciu wszystkich z terenu startu, skrótem pognałem na Mosty Jagielońskie, gdzie urządziłem stanowisko wypatrywania znajomych:

Zostałem wypatrzony przez Filipa i Agatę (czyli wiedziałem, że ekipa jest na trasie) i pognałem dalej robiąc od czasu do czasu zdjęcia:

Na Żmigrodzkiej spotkałem się ponownie z Magdą - pogadaliśmy i pojechałem dalej:






Po pokonaniu Obwodnicy, na Moście Milenijnym znów spotykam biegnącą ekipę i od tego momentu właściwie nie odstępuję biegnących znajomych:



W pewnym momencie robię za rozpoznanie możliwego miejsca pitstopu dla Magdy, która dzielnie nadrabia stracony czas i dobiega dodatkowe metry:

Mimo zgodnego z prawem dopingu...:


... biegacze mieli okazję wpaść za kraty:

Pilotowana przeze mnie ekipa dobiega do połowy dystansu i mija go w niezłym czasie i w doskonałych humorach. Nagle słyszę swoje imię, odwracam się i widzę wielką niespodziankę: Asię z Kornelią. Dowiaduję się, że Piotrek spełnił swoje obietnice, wystartował w maratonie i jest na trasie, biegnie swoim tempem i ma jeszcze kilka kilometrów do półmetka. Postanawiam wrócić pod Stadion Miejski i się z nim przywitać.

Podczas robienia zdjęcia schodzę z roweru i później kawałek biegnę z Piotrkiem. Po zamienieniu kilku zdań podczas biegu, wracam po rower i ruszam za Piotrkiem, któremu towarzyszę podczas przebieganiu długiego, nudnego odcinka Lotnicza/Legnicka:




Przy Pl. Strzegomskim nawiązuję kontakt z Natką, która kibicuje z oddali i robi nam kilka zdjęć:

Piotrek trzyma się nieźle, więc postanawiam go opuścić i pozwolić mu walczyć w samotności z dystansem.
Sam ruszam w pogoń za będącą gdzieś na trasie pozostałą trójką.
Czasami oczywiście robię zdjęcia:




Okazuje się, że nasz Mors nie jest osamotniony w naszym Układzie Słonecznym:

Jeszcze nigdy kilometry maratonu nie mijały mi tak szybko. Z czasów wynika mi, że niedługo trójka, którą zostawiłem powinna dobiegać do mety. Nie chcę odpuszczać trasy i gnam wzdłuż kolumny biegaczy walcząc z czasem i wypatrując kogoś znajomego. Po drodze mijam Magdę, która dzielnie daje sobie radę. Kilka słów wsparcia i ciągnę dalej.
500 m przed metą zauważam Agatę, kilka metrów przed nią biegnie Filip. Zaczynają finisz:


Cofam się wzdłuż trasy wypatrując Magdy, która nieustępliwie zbliża się do końca w niezłym czasie. Kilka minut po pierwszej dwójce, na metę wpada Magda:

Zamieniamy kilka słów, po czym (co już wiem z opisu) Magda przebiera się, wsiada na rower i wraca do domu na kołach.
Ja obserwuję przez chwilę okolice mety i wracam na trasę szukając Piotra.


Po drodze po raz drugi widzę Super-Mana.
Pierwszy kontakt:

Drugi kontakt:

Magda ma konkurencję rowerową (ale tylko pod względem koloru, nie wykonania i wykończenia):

Jak zwykle w niedzielę maratońską wielu ludzi chce gdzieś dojechać:

Przy wbiegu na Wyspę Piaskową spotykam po raz ostatni tego dnia Piotra, któremu pozostały ostatnie kilometry i który miał nadal moc. Wspieram go kilkoma słowami. On biegnie dalej a ja wracam do domu:

Z późniejszych relacji dowiedziałem się, że dotarł cało na metę, gdzie czekała na niego już Asia. A tydzień później pobiegł półmaraton.
Cały dzień to ciekawe doświadczenie obserwacji maratonu z trasy, ale nie z biegu. Obym nie musiał go powtarzać w przyszłym roku.
Godnie jednak zostałem zastąpiony:

Maratońska Czwórka BS© WrocNam
Wyzwanie podjęli i godnie mnie zastąpili:
Agata, Magda, Filip i Piotr.
Mi w udziale pozostało jedynie kibicowanie i wspieranie na trasie biegnących.
Dzień zacząłem od dojechania na miejsce startu i pilne wypatrywanie znajomych. Początkowo nikogo nie zauważyłem. Nawet w tradycyjnych kolejkach:

Tradycyjne kolejki© WrocNam
To chyba zasada wszystkich zawodów - zawsze jest tak, że ilość toalet jest zbyt mała do ilości startujących.
Obejrzałem sobie wspomnienia z poprzednich lat - uczestniczyłem w edycjach 2001-2011:

Historia 30 lat Maratonu Wrocławskiego© WrocNam
Pokręciłem się i porobiłem trochę zdjęć:

Straż konna© WrocNam

Ostatnie przygotowania do 30 MW© WrocNam

Polecieć w kosmos z maratonu© WrocNam
Poszedłem do biura, gdzie chwilę pogadałem ze znajomym obsługującym Mistrzostwa Wojska Polskiego i poobserwowałem na spokojnie pracę obsług stoisk:

Biuro zawodów 30MW© WrocNam
Oprócz przygotowań do maratonu, z podobnym zaangażowaniem zawodnicy przygotowywali się do imprezy towarzyszącej:

Impreza towarzysząca© WrocNam
W pewnym momencie usłyszałem wołanie i zauważyłem zbliżającą się Magdę, która dotarła na start rowerem. Wymieniliśmy kilka zdań, udzieliłem kilku porad i Magda pognała się przebrać:

Odejście Maratonki© WrocNam
Równo o godzinie 9.00 ruszyli na trasę zawodnicy na wózkach (wśród nich Ewa, którą pozdrowiłem przed startem, ale chyba mnie nie skojarzyła):

Ruszają wózkowicze© WrocNam
Minutę później w różnym tempie startuje masa biegaczy:

Ruszają biegacze© WrocNam

Masa biegaczy© WrocNam

Ostatki biegaczy© WrocNam
Po wybiegnięciu wszystkich z terenu startu, skrótem pognałem na Mosty Jagielońskie, gdzie urządziłem stanowisko wypatrywania znajomych:

Maratończycy na Moście Jagiellońskim© WrocNam
Zostałem wypatrzony przez Filipa i Agatę (czyli wiedziałem, że ekipa jest na trasie) i pognałem dalej robiąc od czasu do czasu zdjęcia:

1. punkt żywieniowy© WrocNam

Kromera w czasie maratonu© WrocNam
Na Żmigrodzkiej spotkałem się ponownie z Magdą - pogadaliśmy i pojechałem dalej:

Rwanie w biegu© WrocNam

Pod Obwodnicą Śródmiejską© WrocNam

Walka z żywiołami© WrocNam

Przygotowanie do kolejnej walki© WrocNam

Początek Obwodnicy Śródmiejskiej© WrocNam

Biegacze na Obwodnicy© WrocNam
Po pokonaniu Obwodnicy, na Moście Milenijnym znów spotykam biegnącą ekipę i od tego momentu właściwie nie odstępuję biegnących znajomych:

Filip na Milenijnym© WrocNam

Magda napiera© WrocNam

Razem w biegu© WrocNam
W pewnym momencie robię za rozpoznanie możliwego miejsca pitstopu dla Magdy, która dzielnie nadrabia stracony czas i dobiega dodatkowe metry:

Nadrabianie kilometrów© WrocNam
Mimo zgodnego z prawem dopingu...:

Niezły doping dla Adriana© WrocNam

Muzyczny doping© WrocNam
... biegacze mieli okazję wpaść za kraty:

Maratończycy za kratami© WrocNam
Pilotowana przeze mnie ekipa dobiega do połowy dystansu i mija go w niezłym czasie i w doskonałych humorach. Nagle słyszę swoje imię, odwracam się i widzę wielką niespodziankę: Asię z Kornelią. Dowiaduję się, że Piotrek spełnił swoje obietnice, wystartował w maratonie i jest na trasie, biegnie swoim tempem i ma jeszcze kilka kilometrów do półmetka. Postanawiam wrócić pod Stadion Miejski i się z nim przywitać.

Piotr Wielki na trasie© WrocNam
Podczas robienia zdjęcia schodzę z roweru i później kawałek biegnę z Piotrkiem. Po zamienieniu kilku zdań podczas biegu, wracam po rower i ruszam za Piotrkiem, któremu towarzyszę podczas przebieganiu długiego, nudnego odcinka Lotnicza/Legnicka:

Półmetek Piotra© WrocNam

Rodzinne wsparcie© WrocNam

Rodzinny pit-stop© WrocNam

Piotr napiera na Legnickiej© WrocNam
Przy Pl. Strzegomskim nawiązuję kontakt z Natką, która kibicuje z oddali i robi nam kilka zdjęć:

Gdzieś tam jesteśmy (w centrum zdjęcia)© WrocNam
Piotrek trzyma się nieźle, więc postanawiam go opuścić i pozwolić mu walczyć w samotności z dystansem.
Sam ruszam w pogoń za będącą gdzieś na trasie pozostałą trójką.
Czasami oczywiście robię zdjęcia:

Wielki korek tramwajowy© WrocNam

Wsparcie mundurowe© WrocNam

Punkt na Ruskiej© WrocNam

Czekające kubeczki© WrocNam
Okazuje się, że nasz Mors nie jest osamotniony w naszym Układzie Słonecznym:

Morsy z Marsa© WrocNam
Jeszcze nigdy kilometry maratonu nie mijały mi tak szybko. Z czasów wynika mi, że niedługo trójka, którą zostawiłem powinna dobiegać do mety. Nie chcę odpuszczać trasy i gnam wzdłuż kolumny biegaczy walcząc z czasem i wypatrując kogoś znajomego. Po drodze mijam Magdę, która dzielnie daje sobie radę. Kilka słów wsparcia i ciągnę dalej.
500 m przed metą zauważam Agatę, kilka metrów przed nią biegnie Filip. Zaczynają finisz:

Filip finiszuje© WrocNam

Agata finiszuje© WrocNam
Cofam się wzdłuż trasy wypatrując Magdy, która nieustępliwie zbliża się do końca w niezłym czasie. Kilka minut po pierwszej dwójce, na metę wpada Magda:

Magda finiszuje© WrocNam
Zamieniamy kilka słów, po czym (co już wiem z opisu) Magda przebiera się, wsiada na rower i wraca do domu na kołach.
Ja obserwuję przez chwilę okolice mety i wracam na trasę szukając Piotra.

Po maratonie© WrocNam

Losy z nazwiskami podążają na losowanie© WrocNam
Po drodze po raz drugi widzę Super-Mana.
Pierwszy kontakt:

Super-man zstąpił© WrocNam
Drugi kontakt:

Super-man wzywa wsparcie© WrocNam
Magda ma konkurencję rowerową (ale tylko pod względem koloru, nie wykonania i wykończenia):

Rower rzucający się w oczy© WrocNam
Jak zwykle w niedzielę maratońską wielu ludzi chce gdzieś dojechać:

Koreczek na Sienkiewicza© WrocNam
Przy wbiegu na Wyspę Piaskową spotykam po raz ostatni tego dnia Piotra, któremu pozostały ostatnie kilometry i który miał nadal moc. Wspieram go kilkoma słowami. On biegnie dalej a ja wracam do domu:

Piotr podąża do mety© WrocNam
Z późniejszych relacji dowiedziałem się, że dotarł cało na metę, gdzie czekała na niego już Asia. A tydzień później pobiegł półmaraton.
Cały dzień to ciekawe doświadczenie obserwacji maratonu z trasy, ale nie z biegu. Obym nie musiał go powtarzać w przyszłym roku.
Dane wycieczki:
70.00 km (0.00 km teren) czas: 04:00 h avg:17.50 km/h